Odkąd nauczyłam się mówić, żądałam od rodziców starszego brata. Moja jeszcze łysa główka nie potrafiła pojąć, że jest to misja niewykonalna. Może przeszkadzała mi w tym pełna pielucha, a może już wtedy nie przyjmowałam do wiadomości słowa nie. Nie wiem. Z czasem pogodziłam się jednak z nieobecnością brata-obrońcy, posiadającego przystojnych kolegów. Rodzice wynagrodzili mi jednak ów niedostatek w postaci młodszej siostry. No i fajnie. Pozostało jednak jeszcze jedno, niespełnione marzenie - siostra bliźniacza. Okazuje się jednak, że mając u boku pomysłowego fotografa, wszystko jest możliwe. Mam więc siostrę bliźniaczkę. Na szczęście na chwile, bo dwóch tak wrednych istot ludzkość nie byłaby w stanie znieść! ;)
piątek, 3 lipca 2015
niedziela, 21 czerwca 2015
Marynarka!
Morze, słońce, stara łajba i wiatr we włosach... Nie, to zdecydowanie nie moje klimaty. Chyba, że mowa o luksusowym jachcie, bikini od Gucci'ego i drinkach z palemką. Pomarzyć można, no bo w końcu czemu nie? Ale do realizacji marzeń (nawet tych najmniej prawdopodobnych) trzeba się odpowiednio przygotować. Najłatwiej więc zacząć od odzienia. Marynarskiego. Pan w paski to marynarz, a pani? Niech będzie marynarka. Dziś jestem więc marynarką. Noszę paski i żeglarską linę. Brakuje jedynie jachtu. Na wszystko przyjdzie jednak czas. Prawda?
środa, 17 czerwca 2015
Dziennik biegacza cz. 2: Pierwsze tygodnie!
Pierwszy zapał!
sobota, 13 czerwca 2015
White angel?!
Mała biała? Z przyjemnością! Biel zawsze dodaje kobiecie lekkości i niewinności; w końcu to kolor anielski. Nie wierzcie jednak pozorom! W blondyneczce w białej sukieneczce może kryć się pokaźnych rozmiarów diablisko. Do tego nad wyraz wredne. Mała biała służy więc do wybielania. Dzięki niej wydaję się grzeczniejsza, delikatniejsza i milsza. Brakuje jedynie aureoli. Za to jest róż. Delikatne różowe akcenty, niczym ledwie widoczne rysy na szkle, uważnemu obserwatorowi pozwolą odkryć, że chyba jednak niekoniecznie ma do czynienia z rajskim towarem. I niestety ma rację. W końcu jak mawia mój luby "takie małe, a takie wredne" i obawiam się, że nawet niebiańskie odzienie nie jest w stanie tego faktu zmienić. Na zdjęciach jednak aniołek ze mnie jak z obrazka, a ja już milczę jak zaklęta, ponieważ wydaję się być bardziej anielska gdy z moich ust nie wydobywają się żadne kąśliwe uwagi. O!
piątek, 5 czerwca 2015
Walka z czernią?!
Jeszcze do niedawna w mojej szafie królowała czarna dziura. Nie da się tego określić inaczej, choć pod tym terminem nie kryje się wcale złowieszcza pustka. Przy bardziej wnikliwej obserwacji zawartości garderoby, okazywało się bowiem, że jest wypchana po brzegi i po prostu króluje w niej czerń. Postanowiłam więc coś zmienić. Małymi kroczkami. Czarność pozostała nadal moją ulubioną towarzyszką, jednak częściej zaczęły asystować jej inne barwy. Niezwykle rzadko natomiast zdarzało się, abym przywdziewała zestaw całkowicie czerni pozbawiony. Poczuwszy jednak porę ciepłą w sercu i na skórze, wspięłam się na kolejny poziom mojej prywatnej walki ze smolistym uzależnieniem; postawiłam na bardziej letnie kolory. I choć, zwłaszcza od pasa w dół, bardziej wcielam się w Pigi niż kobietę z klasą, lubię ten zestaw. Ale od czasu do czasu, bo jednak bez czerni jak i czekolady nie potrafię długo żyć. Po prostu.
sobota, 30 maja 2015
Czerwona tęcza!
Warto się rozpisywać? Niekoniecznie. Zdjęcia robią całą, w tym wypadku śnieżnobiałą robotę. Napomknę jedynie, że flaga Monako nie stanowiła dla mnie inspiracji. Preferuję odwołanie do czerwonej tęczy, intrygującej i wyjątkowej. I choć ja żadnej z tych cech nie posiadam, to jednak coś mnie z czerwoną tęczą łączy; otóż nigdy takowej na własne oczy nie widziałam, tak jak i mnie jeszcze ludzkie oczy nie ujrzały w czerwieni. Przedstawiając więc Wam dziewicze zdjęcia, przygodę z czerwienią uznaję za rozpoczętą.
niedziela, 24 maja 2015
Języki obce? O tak! Poproszę!
Znam francuski i hiszpański. I co z tego? Ano niewiele. Okazuje się bowiem, że ani w życiu codziennym, ani zawodowym takowe umiejętności nie są jakoś szczególnie potrzebne. Nie to nie, trudno. Zawsze mogę przecież cieszyć się nimi w domowym zaciszu. Tak też robię. Zwłaszcza gdy dopada mnie złośliwe przeziębienie, a Matka Natura myli wiosnę z jesienią. Na szczęście jest łóżko, ciepłe skarpety, a co najważniejsze wujek google i jego rodziciel internet, którzy oferują sporo możliwości posługiwania się językami obcymi.
sobota, 16 maja 2015
Miejska dżungla!
Uwielbiam wiosnę za jej ciepło, barwy i kwiaty, ale w ogrodzie, nie w wazonie. Nie jestem chyba prawdziwą kobietą, gdyż bukietów dostawać nie lubię. Nawet paprotki
w doniczkach nie goszczą w moim domu, bo zwyczajnie zapominam o ich
potrzebach. Nienagannie jednak pamiętam o moich, zwłaszcza modowych, dlatego w szafie
zawsze znajdzie się nieco przestrzeni nawet dla tropikalnej dżungli. Jednoznacznie więc stwierdzam, że roślinność, jako taka, jest mi bliska. A nawet bardzo bliska, bo tuż przy ciele. Nie pląsam po łąkach, nie wplatam kwiatów we włosy, nie koszę nawet trawy, a jednak zieloność jest we mnie. A dokładniej ja w niej. Nucąc więc pod nosem "zielono mi...", nieprzerwanie podziwiam zgrany duet jaki stworzyłyśmy z dżunglą w mieście. Nućcie więc i podziwiajcie i Wy. Na zdrowie!
środa, 6 maja 2015
Dziennik biegacza cz. 1: Przygotowania!
Czy biegam za modą? Zdecydowanie i dosłownie. Biegają prawie wszyscy, taką potrzebę poczułam i ja. Zaczynam biegać. Bez zbędnych wstępów. Oczywiście bez wstępów w pisaniu, bo odpowiedni wstęp do biegania to minimum podstawowej wiedzy biegacza. Dlatego właśnie o tych wstępach, bez nieistotnych wstępów, chcę się z Wami wstępnie podzielić.
Zakupy, czyli to co blogerki lubią najbardziej!
Biegać w trampkach się nie da. I choć to nie zbrodnia, mówimy przecież o inteligentnym bieganiu. Odpowiednie buty, biegaczu, to podstawa. Dbaj o stopy, bo bez nich daleko nie pobiegniesz. Nie warto jednak wydawać fortuny na pozostałe części garderoby. Specjalistyczna odzież? A po cóż Ci to? W dresach i t-shircie z targu spocisz się tak samo. Polecam natomiast odpowiednią bieliznę, bo jednak lepiej jest, gdy wszystko trzyma się na swoim miejscu.
niedziela, 3 maja 2015
Nakrapiany minimalizm!
Jestem minimalistką. Lubię minimalną ilość dodatków, minimalne wzory i minimalne zwracanie na siebie uwagi. Żaden ze mnie rajski ptak, przykuwający spojrzenia tłumu, ale do bycia szarą myszą również się nie poczuwam. Uwielbiam rzeczy przykuwające uwagę. Minimalnie oczywiście. A bluzka w kropy nadaje się do tego idealnie. I choć ogólnie fanką szpilek nie jestem, ponieważ można w nich wygodnie pokonywać jedynie minimalne dystanse, miętowe szpilki idealnie dopełniają ten prosty i praktyczny zestaw. Ograniczam więc ilość zbędnych słów do minimum i żarliwie zapraszam do nieminimalistycznego oglądania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)









