Otwieram oczy, zamykam, przecieram, robię zeza i w dalszym ciągu nie dowierzam temu co dostrzegam zza moich pokaźnych rozmiarów szkieł. Widzę niewiastę w butach na wygodnym obcasie i koszuli barwy dojrzałych, czerwonych pomarańczy i myślę - to nie mój świat. Lustruję ją dokładniej i dalej nie potrafię dostrzec w niej siebie. I wcale nie chodzi o obcasy, które w harmonijnej zgodzie z moimi stopami żyją jedynie w pracy i od święta, a bardziej o pomarańcze, które zdecydowanie chętniej konsumuję niż ubieram. Kolor ten nigdy jeszcze nie zagościł w mojej szafie. I choć coraz częściej ujawniam moją szaleńczo dziką naturę decydując się na zakup rzeczy odbiegających kolorystycznie od nieśmiertelnej czerni i bieli, pomarańcz jeszcze nigdy mnie nie uwiódł. Aż do ostatniego razu. Pełna sprzecznych uczuć, krytycznym okiem długo kontemplowałam swoje odbicie w lustrze, by wreszcie jednoznacznie stwierdzić, że popadłam w pomarańczowe szaleństwo. I choć nadal nie jestem pewna czy pomarańcz to mój kolor, to jednak poddałam się tej pokaźnej dawce soczystości i wcale nie zamierzam na jednym owocu poprzestać. Czekajcie więc na większą dawkę witamin!
piątek, 26 września 2014
sobota, 13 września 2014
Emily Giffin, "Ten jedyny" i oby jedyne rozczarowanie.
2/5 słaba
Kto czyta ten wie, że niedawno wychwalałam Emilię pod niebiosa. Pewnego dnia wpasowało się w moje dość wybredne gusta z niebywałą wręcz łatwością i prostotą. Tamte chwile spędzone z Emily Giffin należały do wyjątkowo przyjemnych, a moje chwalebne pieśni na ten temat możecie odnaleźć tutaj.
Nieziemsko więc zauroczona wybrałam następnie Tego jedynego. I bez zbędnie przydługich wstępów wyznam smutno, że rozczarowałam się okrutnie. Pokładałam w nim duże zapasy mojej nieco naiwnej nadziei. Liczyłam na kolejne zmysłowe uniesienia i chwile delikatnego szczęścia, a dostałam mecze futbolowe. W dużej ilości! I choć do futbolu ani w ogóle do sportu negatywnie nastawiona nie jestem, to jednak sięgając po kobiecą literaturę oczekuję nieco przyjemniejszych doznań. W tym przypadku zostałam jednak zaatakowana przez wylewający się w zasadzie z każdej strony futbolowy bełkot. Emili zaskoczyła mnie więc, a nawet znokautowała, a takich nieprzyjemnych niespodzianek nie lubię. Zaskoczeniem nie był natomiast finał historii miłosnej. Tego jednak krytykować zamiaru nie mam, bo właśnie prostych, przewidywalnych i szczęśliwych zakończeń w romansach należy się spodziewać. I choć może się wydawać, że optymizm przeze mnie nie przemawia, to nadal jestem szczerze zaciekawiona dalszą twórczością tej pani. Po tak obiecującym początku nie zniechęcę się przecież nadmiarem sportu! Odkładam więc na bok urazę, ocieram łzy rozczarowania i już uśmiecham się lekko sięgając po następną książkę.
środa, 3 września 2014
Słoik pełen landrynek!
Jednym z moich najmilszych dziecięcych wspomnień jest słoik pełen landrynek. Spędzając wakacje u babci, zawsze mogłam liczyć na łakocie, ale to właśnie słoik był szczególnie często przez babcię napełniany, ponieważ landrynki uwielbiałam najbardziej. Zwłaszcza te różowe. Do dzisiaj ten smak przywołuje przemiłe, ciepłe i pełne miłości wspomnienia. I choć różowy do preferowanych przeze mnie kolorów nie należy, to różowe landrynki kocham. I nawet określenie "różowa landrynka", na co dzień pejoratywne i wulgarne, kojarzy mi się wyjątkowo przyjemnie. Wcielając się jednak w landrynkową postać, postanowiłam ze słodyczą nie przesadzić i obok ukochanego smaku pojawił się też ten biały, migdałowy, którego jako dziecko szczerze nie znosiłam. Okazuje się jednak, że oba smaki tworzą wyjątkowo smakowitą kompozycję i sama nie mogę uwierzyć, że w takich barwach czuję się tak wyśmienicie. Jedząc nie można jednak za wiele mówić, dlatego krótko - zapraszam na ucztę! Smacznego!
niedziela, 31 sierpnia 2014
Seryjny morderca? To nie tak jak myślisz kotku!
Kocham thrillery. Ale nie te do oglądania, bo mam na takie wątpliwe przyjemności za słabe nerwy. Lubuję się jedynie w thriller'owych czytadłach. Jest to miłość nie do końca przeze mnie samą rozumiana, aczkolwiek prawdziwa, bezinteresowna i nad wyraz trwała. Kto czasem gości w moich skromnych, blogowych progach ten już wie o mojej chorej wręcz thriller'owej fascynacji, więc po co znów wzmiankować owy temat? A po to, aby ładnie rozpocząć jakże przyjemną rozprawę o seryjnych mordercach, a dokładniej o mitach krążących na ich temat. Dlaczego mitach? A dlatego, że większość tez, hipotez i innych teorii kojarzących się nam z panem biegającym z nożem za piękną, młodą panią jest po prostu przekłamanych.
sobota, 16 sierpnia 2014
Czy to piżama? Czy to dres? Nie! To super kombinezon!
Jestem bardzo wybrednym i rozważnym stworzeniem, aczkolwiek tylko kobietą. Każdy zakup analizuję pod licznymi aspektami, jednak w trakcie wyprzedaży tracę moją zwierzęcą czujność i dokonuję złych wyborów. W tym roku definitywnie zabroniłam sobie ulegania wyprzedażowym tentacjom. I wcale nie ma to związku z moim wygłodzonym ostatnimi czasy portfelem. Nie! Skądże znowu! To jedynie moja rozwaga i silna wola kierowały mnie właściwą ścieżką abstynencji. Wytrwałam większą część wakacji, aż wreszcie, wiedziona letnią nierozwagą, trafiłam do centrum pokusy przez innych zwanym centrum handlowym. I uległam. Ale jak nie ulec szaremu piżamo-dresowi, wiszącemu samotnie wśród utytłanych i sfatygowanych resztek tak zwanej kolekcji? W dodatku we właściwym rozmiarze i bez nawet najmniejszej plamki po podkładzie mierzącej go niegdyś niewiasty! Po prostu ideał, któremu nie można się oprzeć! I choć zdecydowanie nie jest to strój do pracy, to przecież po pracy też trzeba czasem pokazać się ludziom. Biurową elegancję ratują jednak okulary. Dzięki nim zachowuję wredność urzędniczki, księgowej, ewentualnie nauczycielki, więc moja wizja prezentowania "zestawów pracowych", choć trochę zostaje obroniona. Uf!
sobota, 9 sierpnia 2014
O Emily Giffin - kobiecie, która potrafi zadowolić kobiety!
5/5 świetna!
Krótki urlopowy wyjazd oraz późniejszy brak internetu połączył się z pożeraniem słowa pisanego. I o dziwo, nie pochłaniałam tylko thriller'ów! Miałam przyjemność wdać się w romans. Wyobraźcie sobie żar lejący się z błękitnego, bezchmurnego nieba, złociste Słońce, gorący koc na piaszczystej plaży - idealny klimat na takie spotkania. I choć w rzeczywistości słońce często kryło się za denerwująco obszernymi chmurami, piasek wprost spod dziecięcych stópek niezmordowanie wdzierał się w każdy otwór ciała, a romans nie był do końca romansem, a raczej kobiecą przygodą - my trwałyśmy nierozerwanie razem. Tak -ałyśmy, ponieważ ja i Emily Giffin zrozumiałyśmy się idealnie. Ona doskonale wiedziała czego ja potrzebuję, a i ja czytałam z niej, jak z otwartej książki. "Pewnego dnia", właśnie tak zaczęła się nasza przygoda...
piątek, 25 lipca 2014
Naoczna sukienka!
Lubię podglądać ludzi. Dokładniej ilustrując postać rzeczy - lubię obserwować innych niezauważona. Nie chodzi jednak o to, że oddaję się pasjami podglądaniu z ukrycia sąsiadów, fachowo zaopatrzona w specjalistyczny sprzęt, a po prostu lubię podziwiać ludzką oryginalność. Problem polega jednak na tym, że ja zdecydowanie preferuję pozostać niezauważona i zbytnio nie rzucać się w oczy. Naoczna sukienka jest jednak całkowitym zaprzeczeniem tego, o czym przed chwilą wspomniałam. Duża ilość oczu nie pozwala mi dokładniej widzieć innych, natomiast sama zdecydowanie łatwiej wpadam w niej w oko. Jak się z tym czuję? O dziwo nad wyraz komfortowo, ponieważ sukienka po prostu urzeka swoją oryginalnością i sama czuję się w niej wyjątkowo. Na tyle wyjątkowo, że nie peszą mnie jak zwykle spojrzenia innych. Mogę nawet zabrnąć nieco dalej i pokusić się o stwierdzenie, że kroczę w niej dumnie przybrana w niezliczone pary oczu, pod ostrzałem innych oczu, a z moich oczu, na pierwszy rzut oka, można wyczytać, że czuję się z tym bardzo dobrze! O!
wtorek, 15 lipca 2014
Niepoprawna i romantyczna!
Jestem romantyczką. Niepoprawną. Niepoprawność owa przejawia się niepospolitą płaczliwością oraz umiłowaniem do nic niewnoszących i niemożliwie ckliwych romansów. Niepoprawnie lokuję swoje głębokie acz krótkotrwałe uczucia w bohaterach literackich bądź filmowych, a im ów bohater bardziej tajemniczy i nieokiełznany, tym głębsze są moje romantyczne uniesienia. Niepoprawnie często wzdycham więc do wampirów, krasnoludów, lordów a nawet i zwykłych mężczyzn. Wszystko to jednak najchętniej czynię w długiej, romantycznej spódnicy. Pewnie nie każdemu długa kiecka kojarzy się właśnie z miłością bądź jakimkolwiek innym uczuciem, ale dla mnie to właśnie romantyzm w czystej postaci. Przecież wszystkie romantyczne bohaterki zakochiwały się nieszczęśliwie właśnie w takich długich sukniach! Co prawda ja już w planach zakochiwać się nie mam, ale zamiłowanie do długich sukienek i spódnic pozostało. Jak wspominałam już przy okazji poprzedniego romantycznego objawienia (romantyczny post tutaj) nie szczycę się lordowskim wzrostem i z racji tego, że zdecydowanie bliżej mi w tej kwestii do krasnoluda cierpię na chroniczną niemoc dobrania spódnicy maxi odpowiedniej długości. Tym razem nie było jednak problemu. Sprawę dosłownie wzięła w swoje ręce moja mama i stworzyła romantycznie niepoprawne dzieło. Wierzę, że w tej spódnicy nie oparłby mi się nawet wampir, ale tak, wiem - ostrożnie z życzeniami!
niedziela, 6 lipca 2014
Wielki powrót nie po latach!
Tak wiem, to już było. Ale cóż ja poradzę, że jestem tak nierozważna, a romantyczna i bardzo przywiązuję się do ludzi, miejsc oraz butów i torebek? Nie ma na to nieszkodzącego wątrobie lekarstwa, więc trwam w moim nieuleczalnym uzależnieniu, ale za to szczęśliwa, w wygodnych butach i ze słodką torebką. Słodką dosłownie, bo choć nie próbowałam jej konsumować, taki róż kojarzy mi się nierozerwalnie z watą cukrową. Różowa towarzyszka osładza wszystko co na siebie włożę, więc niby jak miałabym się z nią na dłużej rozstawać? Zresztą przekładanie tony rzeczy z jednej pojemnej torby do drugiej jest tak pracochłonne i problematyczne, że aby nie czynić sobie dużego problemu, po prostu nie posiadam wielu torebek. Jestem praktyczna i oszczędna! Ideał kobiety! I choć ta ostatnia konstatacja wcale prawdą nie jest, stanowczo ogłaszam, że ona-torebka i one-sandałki będą towarzyszyły mi przez większą część lata. Uprzedzę więc Wasze myśli i komentarze - "Tak, to znowu oni. Różowi i piękni. I ukażą się Waszym oczom jeszcze nie jeden raz!". Patrzcie i słodźcie się! Na zdrowie!
sobota, 28 czerwca 2014
Z cyklu "wiedza zupełnie niepotrzebna" - kilka psychologicznych ciekawostek!
1. Anomia pracownicza urosła już do rangi problemu społecznego. I choć brzmi ładnie, nie oznacza nic dobrego. Tym terminem określa się po prostu fakt okradania pracodawców przez ich własnych, brzydkich, niedobrych i niegrzecznych pracowników. Według badań aż 95% Polaków "wynosi" różne rzeczy z pracy.
Pamiętajcie, długopis to też rzecz!
2. Przeklinasz czasem? A zatem mniej Cię boli!
Okazuje się, że przekleństwo może być środkiem na ból. Mrucząc głośniej lub ciszej bardzo brzydkie słowa, jesteśmy w stanie wytrzymać ból fizyczny nawet dwukrotnie dłużej.
Niestety dotyczy to tylko osób nienadużywających przekleństw na co dzień...
3. Twój mężczyzna nie ma wymiarów, a zwłaszcza wzrostu Herkulesa? Nie dawaj mu więc powodów do zazdrości!
Badania wykazały, że najniżsi panowie, są najbardziej zazdrośni. Dzieje się tak, gdyż wysoki wzrost wśród panów kojarzony jest z atrakcyjnością, dominacją i sukcesem reprodukcyjnym. Natomiast jeśli chodzi o panie, wzrost nie ma tu znaczenia - panie wszystkich długości potrafią być tak samo zazdrosne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









