Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocham czytać i lubię o tym pisać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocham czytać i lubię o tym pisać. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

"love, rosie" Cecelia Ahern (ekranizacja)!

 5/5 świetny!

Zazwyczaj trzymam się ustalonej kolejności. Wpierw lektura, ewentualnie następnie ekranizacja. Pod wpływem nagłej potrzeby jednak zdecydowałam się zaburzyć utrwalony schemat. Ba! Szaleństwo poszło nawet dalej; porzuciłam sprawdzone już i wielokrotnie przerabiane wyciskacze łez, na rzecz czegoś zupełnie nowego. Ależ jestem zwariowana!

Nie lubię oglądać ekranizacji, nie wiedząc jak przedstawia się ich pierwowzór w postaci książki. Odnoszę dziwne wrażenie bycia nie fair w stosunku do pisarza. Ale nie przejmujcie się, mam już takie swoje dziwnostki. Tak czy inaczej, już od dawna chodziła za mną lektura ciepła, mądra, romantyczna, wyciskająca łzy i typowo kobieca. Prosząc o pomoc wujka Google, natrafiłam na "love, rosie" i informację o jej ekranizacji. Po wyjątkowo nieprzyjemnym dniu, potrzebowałam czegoś zdecydowanie przyjemniejszego. Postanowiłam nie stosować się do zasady "najpierw książka, później film", chwyciłam komputer za monitor i oddałam się przyjemności oglądania.

niedziela, 3 stycznia 2016

"Obietnica pod jemiołą" Richard Paul Evans!




3/5 dobra!

     Wprost ubóstwiam zabawę w Mikołaja, Gwiazdorka, Rudolfa czy też innego Aniołka, przy czym nigdy nie zapominam o moi samej. Sobie także lubię sprawiać drobne i większe przyjemności, dlatego w tym roku obdarowałam się między innymi najnowszą powieścią Evans'a. Skusił mnie jej świąteczny tytuł, przez co uznałam tę pozycję za idealny prezent mikołajowy. Nabyłam więc, usadowiłam się wygodnie i pogrążyłam w lekturze.

sobota, 26 września 2015

"Ponieważ Cię kocham" Guillaume Musso!


5/5 świetna!

     O ile jestem niezaprzeczalną entuzjastką języka francuskiego, o tyle francuska twórczość z reguły nie odpowiada moim kubkom smakowym. Nieraz, mając apetyt na wychwalaną komedię, obchodziłam się jedynie smakiem rozczarowania, a próbując przetłumaczyć i zinterpretować niejedną francuską szansonetkę, nabawiałam się zaledwie niestrawności. Postanowiłam być jednak bardziej wyrozumiała i dać francuskim twórcom kolejną szansę. Tym razem nie chciałam kierować się kapryśnymi zmysłami, ale niezawodnym sercem. Połączyłam więc miłość do Francuzów, z umiłowaniem do literatury i sięgnęłam po książkę Guillaume Musso.

     Nawet nie wiem do jakiej kategorii zakwalifikować powieść tego pana. I choć może w poprzednim zdaniu przeczę sama sobie, nazywając jeszcze niesklasyfikowany utwór powieścią, to jednak jestem w pełni świadoma tego co piszę. Jest to powieść, z domieszką thriller'a, szczyptą sciencie fiction i posmakiem romansu. Tak to widzą moje czytające oczy. Dawno nie miałam do czynienia z tak różnorodną mieszanką smaków, która aż tak bardzo odpowiadałaby moim gustom.

sobota, 25 kwietnia 2015

"Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj" ?


     Po tym, gdy nieoczekiwanie pojawiły się pierwsze oferty umieszczenia reklam na moim blogu, zapytałam o radę wujka google i padło na Kominka. Wiele głosów polecało jego książkę jako lek na całe, blogowe zło. Chciałam więc wiedzieć i ja, jak tego zła unikać. Rozbiłam skarbonkę, rozpoczęłam edukację i wyszłam z tego przedsięwzięcia jeszcze bardziej zielona.

     Ok, muszę przyznać, że zaskoczyło mnie bardzo ładne wydanie książki. Do tego była to naprawdę przyjemna lektura. Tomek pisze lekko, zabawnie i z ironią. Polubiłam nawet jego samouwielbienie emanujące z prawie każdej strony. Niestety nie stałam się przez to mądrzejsza. Z ponad 370 stron druku dowiedziałam się głównie, że bloger musi pisać i czekać, aż w końcu zaczną pojawiać się rewelacyjne oferty wraz z "pięciocyfrowymi sumami". Ok. No i fajnie. Kiedy będę już sławna i piękna, będę mogła być również bogata. Tyle tylko, że ja, w przeciwieństwie do autora książki, nie wierzę w blogerskie miliony na koncie i nie planuję rzucić pracy, aby tworzyć teksty na bloga i czekać na wielo zerowe oferty. Chcę po prostu cieszyć się pisaniem i mieć świadomość, że inni te teksty czytają. A jeśli kiedyś uda mi się również na tym hobby zarobić - super! No bo w końcu, czemu nie?! Jednak w tym momencie, najważniejsze dla mnie pytanie brzmi: jak trafić do większego grona odbiorców?

sobota, 7 marca 2015

(Nie) mam się w co ubrać!


      Dzięki ogromnej uprzejmości Renaty (swoją drogą, bardzo serdecznie zapraszam na jej bloga Książkowe Czary Mary, gdzie można dobrze poczytać o dobrych książkach) w moje ręce wpadło dzieło Karoliny Glinieckiej, znanej jako Charlize Mystery. Niejednokrotnie z ciekawością zaglądałam na jej bloga, podziwiałam jej wyczucie stylu i niebanalne zestawy, które pokazywała okiem profesjonalnego obiektywu. Oglądanie i czytanie jej bloga zawsze stanowiło dla mnie dużą przyjemność. Byłam więc szczerze ciekawa, czy taką samą przyjemność odczuję, czytając jej poradnik.

sobota, 15 listopada 2014

"Zaopiekuj się mną" Dorothy Koomson!


5/5 świetna!

     Już po pierwszych kilkudziesięciu zdaniach, które pozwoliły mi wkroczyć w świat Kamryn i Adel zderzyłam się z dość przeciętnym schematem kobiety zdradzającej najlepszą przyjaciółkę z facetem tej ostatniej. Byłam więc prawie pewna, że nie zostanę zaskoczona, oczarowana ani nawet zadowolona z lektury. Myliłam się jednak. Okrutnie. Ale takie pomyłki moje nadwyrężone ego potrafi znieść z całkiem dużą dozą przyjemności. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że w taki sposób naprawdę mylić się lubię.

     Kamryn i Adel łączy wyjątkowa przyjaźń, a wszystko zmienia jedna niewłaściwa decyzja. Zdradę ciężko wybaczyć, ale zdrada dwóch najbliższych osób nadweręża, a nawet łamie uporządkowany, bezpieczny świat. Kamryn stara się więc zacząć życie od nowa, całkowicie zrywając z przeszłością. Pewnego jednak dnia dostaje list od dawnej przyjaciółki. Adele, śmiertelnie chora, błaga o opiekę nad swoją córeczką. Dla zdradzonej kobiety, która nigdy nie chciała być matką, to najtrudniejsza decyzja w życiu. Tym bardziej, że dziewczynka jest owocem miłości dwóch osób, z których zdradą wciąż się nie pogodziła...

sobota, 1 listopada 2014

"Syn" Jo Nesbo - miało być tak smakowicie...

 


3/5 dobra

     Bombardowana zewsząd nazwiskiem Jo Nesbo pobiegłam w podskokach zakupić jego dzieło. Zaopatrzyłam się w Syna z uśmiechem na twarzy i z jeszcze większym przejęciem zagłębiłam się w lekturę. Z każdą stroną mój klauni uśmiech malał, upodabniając mnie coraz bardziej do przeciętnego człowieka, a książka, w której pokładam nieograniczone pokłady nadziei, przemieniała się coraz bardziej w przeciętny thriller. Moje wygórowane oczekiwania sprawiły, że spadłam z hukiem, boleśnie zderzając się z dobrą, acz nie rewelacyjną książką. Skąd tak duże rozczarowanie? Zastanówmy się...

środa, 22 października 2014

Trauma, która nie wywołała we mnie traumy!


5/5 świetna!

     Uleganie promocjom nie jest moją słabością. Raczej racjonalnie podchodzę do tego typu okazji, jednak ta zasada zdecydowanie nie dotyczy książek. Dlatego, gdy pewien czas temu Empik kusił promocją trzy w cenie dwóch, wpadłam w szał zakupów i... nie mogłam nic wybrać. Było tak wiele książek, którymi chciałam się zaciągnąć i w których chciałam się pogrążyć, że ostatecznie wybrałam trzy przypadkowe, które na liście pt. "Muszę, chcę i pragnę przeczytać" nie tylko nie górowały, ale nawet nie widniały. Wśród wybrańców pojawiła się również przypadkowo pochwycona Trauma duetu Erik Axl Sund i to do tego druga część tej serii. Nie mam w zwyczaju czytać od końca, ani nawet od środka, a jednak się skusiłam i decyzji nie pożałowałam.

niedziela, 5 października 2014

"Coś pożyczonego" Emily Giffin, czyli do trzech razy sztuka.


5/5 świetna!

      Nie, wcale nie doznajecie swoistego deja vu. Niezaprzeczalną prawdą jest, że od miesiąca czytam, mówię i piszę głównie o Emily Giffin. Zaczęło się od Pewnego dnia, następnie był Ten jedyny, a przygoda z każdą z tych książek wiązała się ze skrajnie odmiennymi emocjami. Te spotkania z książką przypominały szaleńczą, acz zmysłową jazdę na karuzeli - raz euforycznie królowałam szczęśliwa w górze, by już za chwilę spadać, z wyrazem rozczarowania a nawet znudzenia na twarzy. Na szczęście jednak, po ogromnym rozczarowaniu jakim był dla mnie Ten jedyny, sięgnęłam po kolejne twory tej autorki i znów odczułam znajomą błogość, radość i spokój, które towarzyszą mi w czasie przygody z dobrą, kobiecą literaturą. 

     Kolejne dziecko Emily, czyli Coś pożyczonego, zaabsorbowało mnie całkowicie. Zaangażowałam się bez pamięci w ten trudny świat i miłosne dylematy głównej bohaterki, które naprawdę nie należą do najłatwiejszych. Ciężko nawet wyobrazić sobie jak czuje się kobieta, która pewnego ranka budzi się u boku narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki. A jeśli do tego okazuje się, że oboje są w sobie zakochani od wielu lat? Jak należy postąpić w tej sytuacji? Czy wybrać wielką miłość, czy wieloletnią przyjaźń?

sobota, 13 września 2014

Emily Giffin, "Ten jedyny" i oby jedyne rozczarowanie.


 2/5 słaba

    Kto czyta ten wie, że niedawno wychwalałam Emilię pod niebiosa. Pewnego dnia wpasowało się w moje dość wybredne gusta z niebywałą wręcz łatwością i prostotą. Tamte chwile spędzone z Emily Giffin należały do wyjątkowo przyjemnych, a moje chwalebne pieśni na ten temat możecie odnaleźć tutaj.

    Nieziemsko więc zauroczona wybrałam następnie Tego jedynego. I bez zbędnie przydługich wstępów wyznam smutno, że rozczarowałam się okrutnie. Pokładałam w nim duże zapasy mojej nieco naiwnej nadziei. Liczyłam na kolejne zmysłowe uniesienia i chwile delikatnego szczęścia, a dostałam mecze futbolowe. W dużej ilości! I choć do futbolu ani w ogóle do sportu negatywnie nastawiona nie jestem, to jednak sięgając po kobiecą literaturę oczekuję nieco przyjemniejszych doznań. W tym przypadku zostałam jednak zaatakowana przez wylewający się w zasadzie z każdej strony futbolowy bełkot. Emili zaskoczyła mnie więc, a nawet znokautowała, a takich nieprzyjemnych niespodzianek nie lubię. Zaskoczeniem nie był natomiast finał historii miłosnej. Tego jednak krytykować zamiaru nie mam, bo właśnie prostych, przewidywalnych i szczęśliwych zakończeń w romansach należy się spodziewać. I choć może się wydawać, że optymizm przeze mnie nie przemawia, to nadal jestem szczerze zaciekawiona dalszą twórczością tej pani. Po tak obiecującym początku nie zniechęcę się przecież nadmiarem sportu! Odkładam więc na bok urazę, ocieram łzy rozczarowania i już uśmiecham się lekko sięgając po następną książkę.

sobota, 9 sierpnia 2014

O Emily Giffin - kobiecie, która potrafi zadowolić kobiety!


5/5 świetna!

    Krótki urlopowy wyjazd oraz późniejszy brak internetu połączył się z pożeraniem słowa pisanego. I o dziwo, nie pochłaniałam tylko thriller'ów! Miałam przyjemność wdać się w romans. Wyobraźcie sobie żar lejący się z błękitnego, bezchmurnego nieba, złociste Słońce, gorący koc na piaszczystej plaży - idealny klimat na takie spotkania. I choć w rzeczywistości słońce często kryło się za denerwująco obszernymi chmurami, piasek wprost spod dziecięcych stópek niezmordowanie wdzierał się w każdy otwór ciała, a romans nie był do końca romansem, a raczej kobiecą przygodą - my trwałyśmy nierozerwanie razem. Tak -ałyśmy, ponieważ ja i Emily Giffin zrozumiałyśmy się idealnie. Ona doskonale wiedziała czego ja potrzebuję, a i ja czytałam z niej, jak z otwartej książki. "Pewnego dnia", właśnie tak zaczęła się nasza przygoda...

sobota, 7 czerwca 2014

Psychologia w naszym życiu, czyli jak Kenge nie rozpoznał bawoła!

    Oprócz języków w moim życiu znaczącą rólkę odgrywa również psychologia. Już jako dziecko potrafiłam godzinami okupować ławki umiejscowione w bardziej zaludnionych miejscach i podziwiać różnorodność przechadzających się tam osób. Do tej pory lubię wracać do tej "zabawy" z młodzieńczych lat i choć nie dysponuję już tak znaczną ilością wolnego czasu i dziecięcej cierpliwości, wciąż lubię poświęcać swój czas psychologicznym aktywnościom. I gdy tylko w moje ręce wpadła pozycja o tytule 40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii, od razu wiedziałam, że szybko się z nią nie rozstanę. Po lekturze książki najbardziej w pamięci utkwił mi eksperyment dotyczący spostrzegania otaczającego nas świata. Nie był to jednak typowy eksperyment psychologiczny, ponieważ, po pierwsze, nie był nawet eksperymentem - wszystko odkryto przypadkowo; a w dodatku pan, który odkrywał nie był nawet psychologiem... Tak czy inaczej badane zjawisko bezsprzecznie psychologii dotyczyło, a sam eksperyment, zapewne przez to, że eksperymentem po prostu nie był, okazał się łatwy i przyjemny dla przeciętnego czytelnika.

    I w tym miejscu nadchodzi najodpowiedniejszy moment na pytanie skierowane do Was: Czy na każdym ze zdjęć poniżej widzicie Kasię? A może żuczka lub inne stworzenie niewielkich rozmiarów? 


czwartek, 8 maja 2014

Pięćdziesiąt twarzy Greya i jedna moja, nieco zdumiona mina!


2/5 słaba
 
"Romantyczna, zabawna, 
głęboko poruszająca
i całkowicie uzależniająca powieść
pełna erotycznego napięcia!"


     Długo gwałciłam szare komórki, zastanawiając się jak opisać moje własne literackie doznania dotyczące Jaśnie Pana Greya, nie zdradzając jednocześnie pikantnych szczegółów, niewinnie czających się na nieświadome czytelniczki. Nie znalazłam niestety złotego środka - niemożliwością jest przedstawienie tego co mam do powiedzenia, nie muskając, choćby najdelikatniej, tematu poczynań niegrzecznego Christiana. Do lektury najlepiej podejść bez emocjonalnego angażu, bo w tym przypadku tak właśnie rodzi się największa przyjemność. Czytelniczka musi dać się zaskoczyć, aby następnie ulec urokowi głównego bohatera.

środa, 26 marca 2014

Saga Camilli Lackberg - moja prawdziwa i bezinteresowna miłość!




5/5 świetne!


  Co tu dużo mówić... Po prostu nie wyobrażam sobie życia bez książek! Nie wyobrażam sobie odpoczynku bez zanurzenia się w wygodnym fotelu z pachnącą książką w ręce! Nie potrafię też wyobrazić sobie lepszego określenia dla mnie niż - książkoholiczka! Niezaprzeczalnym plusem całego tego literackiego uwielbienia jest niewątpliwie fakt, że moi bliscy nie muszą godzinami głowić się nad wyszukanym prezentem dla mnie. I tak właśnie, urodzinowo obdarowana przez mojego mężczyznę sagą Camilli Lackberg, systematycznie pochłaniam jej kolejne tomy i za każdym razem czuję się tak samo zaskoczona i zafascynowana jak za pierwszym razem. Pomijam fakt, że właśnie kryminały bezsprzecznie górują na mojej liście ulubionych gatunków literackich, aczkolwiek już dawno nie natknęłam się na książkę z tego gatunku, którą, wbrew pozorom, czytało by się tak... łatwo. Autorce zgrabnie udało się połączyć lekką lekturę z trzymającą w napięciu historią, co, według mnie, jest naprawdę dużą sztuką. Jednym słowem - polecam każdemu, bo to największa przyjemność jaką można sprawić samemu sobie!


Saga Camilli Lackberg:
  1. Księżniczka z lodu
  2. Kaznodzieja
  3. Kamieniarz
  4. Ofiara losu
  5. Niemiecki bękart
  6. Syrenka
  7. Latarnik
  8. Fabrykantka aniołków