W ferworze nerwowych przygotowań i sprzecznych, ślubnych dylematów oraz po rozmowie z inną bliską mi przyszłą Panną Młodą, zaczęłam zastanawiać się, co tak naprawdę w planowaniu wesela jest ważne. Czy jest sens toczyć spór o welon, winietki, bądź kolor przewodni? Czy warto wydawać bajońskie sumy na wymarzone kwiaty, które w miesiącu ślubu dostępne są tylko na specjalne zamówienie? A może właśnie wcale nie trzeba tracić energii na planowanie niektórych z tych, wydawałoby się jakże ważnych dla nas detali?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głównie do poczytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głównie do poczytania. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 stycznia 2017
niedziela, 8 stycznia 2017
Mariaż. Odcinek 3: suknia ślubna w ruch!
Ostatni ślubny post wyszedł spod moich palców w listopadzie 2015 roku. Czy to jakaś pomyłka? Nie, to po prostu moja niechęć do ślubnego działania. Na wszelakie pytania dotyczące weselnych przygotowań odpowiadałam jedną frazą. "Przecież jest jeszcze tyle czasu!" ucinało wszystkie niepotrzebne dyskusje. Niestety owa odpowiedź nie okazała się ponadczasowa i w pewnym momencie przestała być po prostu prawdziwa. Gdy w grudniu zdałam sobie sprawę, że "wielki dzień" nastąpi już za nieco ponad 6 miesięcy, zaczęłam odczuwać lekki niepokój. W zasadzie na pół roku przed ślubem nasza lista zamykała się na sali, fotografie, dj'u i kościele. Niezbyt pokaźna lista... Nadszedł więc czas, aby działać. Bez dwóch zdań i ani jednego zająknięcia!
sobota, 28 listopada 2015
Mariaż. Odcinek 2: Priorytety!
Nasz światek zwariował. Zwłaszcza światek weselny. Wariactwo owo charakteryzuje się pogonią za terminami, polowaniem na okazje oraz bezustannym trwaniem w objęciach weselnych inspiracji. Miałam nadzieję nie poddać się tej chorobie, jednak ogrom detali do zaplanowania wyraźnie naruszył moją odporność. Trudno. Może odpowiednia kuracja pozwoli mi przetrwać te ciężkie miesiące. Aby nie zwariować postanowiliśmy ustalić nasze priorytety i skupić się na najważniejszych dla nas rzeczach. O dziwo byliśmy jednogłośni - chcemy być piękni i pięknie utrwaleni na całe lata. A jako, że mój "prawie mąż" często z aparatem się przechadza, jesteśmy w tej kwestii nad wyraz wybredni. Postanowiliśmy nie płacić trzy zerowej kwoty za zdjęcia, które moglibyśmy zrobić sami. Wymarzyliśmy sobie fotografa-artystę. Wybór nie był jednak tak prosty, jak nasz plan...
środa, 11 listopada 2015
Mariaż. Odcinek 1: Jak planować, aby nie zwariować?
Podobno jestem kobietą. Wskazują na to cechy fizyczne i umysłowe. Posiadam różnorakie wcięcia i wypukłości, dobrze robię wiele rzeczy na raz, słyszę co się do mnie mówi i ogarniam wszystko, a nawet więcej. Posiadam jednak również cechy typowo niekobiece. Nie lubię kwiatów, nie znoszę malowania paznokci i nie cierpię ślubów oraz wesel! Jak zachować się więc w sytuacji, w której zostaję postawiona przed faktem zorganizowania takowej uroczystości? Ba! Do tego personalnej?! Organizacyjne wyzwania z reguły nie spędzają mi snu z powiek, bo w tym jestem wyjątkowo zdatna (o spaniu mówię oczywiście), jednak organizacja wesela?!
niedziela, 1 listopada 2015
Oczarowana!
Delikatny zapach oczekiwania. Subtelny podmuch zaskoczenia. Wyczuwalna obecność czającego się uśmiechu i zaangażowanie w bycie tu i teraz. Bo jak inaczej opisać wyjątkowe, pełne niecodziennego uroku miejsce? Zanurzając się w niezwykły krajobraz zaczyna brakować nam banalnych słów. I dobrze. Największe rzeczy dzieją się w ciszy, gdyż ta ostatnia otwiera ludzkie umysły. Cisza pozwala nam zdobywać, doświadczać, kontemplować i doceniać. Zwłaszcza doceniać. Zamykając więc usta i szerzej otwierając oczy możemy dostrzec wyjątkowość wcale niewyjątkowych miejsc. Bez zbędnych więc opisów i kolorów zapraszam Was w podróż w niezwykłe miejsce, acz w przeciętnym mieście, typowego, jesiennego dnia.
sobota, 29 sierpnia 2015
Kolorowanka dla dorosłych!
Relaksowałam się. Pochłonął mnie wakacyjny klimat, weekendy na rozgrzanym piasku, książki i filmy pod chmurką oraz kolorowe ołówki. Skoro z różnorakich powodów nie można sobie pozwolić na wyjazd na wakacje, trzeba uczynić wszystko, aby wakacje zawitały u nas. Każde więc sierpniowe, popracowe popołudnie przeistaczałam w wakacyjny relaks. Zadanie nie było to łatwe, aczkolwiek wykonalne, zwłaszcza za dotknięciem kolorowej kredki. Stałam się niezaprzeczalną, samozwańczą i szaleńczo oddaną miłośniczką kolorowanek dla dorosłych. I choć pod tym terminem, ku rozczarowaniu męskiego grona, nie kryją się niestosowne obrazki, to zajęcie owe pochłonęło zarówno damy jak i gentelmanów. Dlaczego? Ponieważ często, nawet nieświadomie, gryzmolimy w notatnikach twórcze esy floresy. Te nic nieznaczące na pozór wytwory naszych zmęczonych mózgów, pozwalają nam uporządkować myśli, ale również i zająć czymś ręce. Rozwiązanie problemu jest więc w zasięgu kolorowej kredki. Nie masz pomysłu jak poradzić sobie w trudnej sytuacji? Koloruj! Rzucasz palenie lub jesteś na diecie? Koloruj! Stres wylewa się każdym porem Twojego zmęczonego ciała? Koloruj! Pokoloruj swój świat, swoje myśli i swoje problemy. Ja już pokolorowałam i wracam do Was po wakacjach zrelaksowana, pełna sił i barw. Barwnie polecam i obiecuję, że już Was nie opuszczę... aż do następnego razu ;)
niedziela, 24 maja 2015
Języki obce? O tak! Poproszę!
Znam francuski i hiszpański. I co z tego? Ano niewiele. Okazuje się bowiem, że ani w życiu codziennym, ani zawodowym takowe umiejętności nie są jakoś szczególnie potrzebne. Nie to nie, trudno. Zawsze mogę przecież cieszyć się nimi w domowym zaciszu. Tak też robię. Zwłaszcza gdy dopada mnie złośliwe przeziębienie, a Matka Natura myli wiosnę z jesienią. Na szczęście jest łóżko, ciepłe skarpety, a co najważniejsze wujek google i jego rodziciel internet, którzy oferują sporo możliwości posługiwania się językami obcymi.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Nie przepłacaj!
Potrzeba kupowania!
Raczej nieliczne z nas-kobietek mają pełne portfele i złote karty gotowe do zaspokajania naszych modowych potrzeb. A przecież, w przeciwieństwie do nas samych, drobnych i delikatnych, owe potrzeby są ogromne i niezwykle silne! Jesteśmy więc zbyt słabe, aby z nimi wygrać. Całkowita uległość nie wchodzi jednak w grę; musimy pokazywać wypielęgnowane pazury, abyśmy nie zostały całkowicie obdarte z honoru i całej wypłaty. Jak to uczynić?
Kup mnie! Przecież właśnie o mnie marzyłaś!
Ok. W sytuacji gdy naszym oczom ukazuje się modowy twór z naszych marzeń, chowamy pazury i potulnie kulimy końskie ogony. Jesteśmy wówczas bezradne. Bo przecież możliwość zakupienia wyśnionej sukienki nie zdarza się często. Wtedy odpuszczamy naszą walkę z bezlitośnie wysoki cenami i wracamy szczęśliwe do domu. Bogatsze a jednocześnie uboższe...
piątek, 27 lutego 2015
A fizyk stworzył szpilki, czyli opowieść o dziurach w podłodze i łamiących się nogach!

Nie lubię!
Wiele postów zaczynam od słów nie lubię, nie chcę, bądź nie podoba mi się. Nie wiem czy wynika to z mojej malkontenckiej duszy czy też wybrednego gustu, ale ja po prostu wielu rzeczy zwyczajnie nie aprobuję. Tak właśnie jest ze szpilkami. Nie lubię tego diabelskiego tworu! Ok, są urocze, zgrabne i dodają powabu nawet pulchnej, kobiecej stópce, ale ja i tak wolę patrzeć na nie z boku, niż stawiać w nich chwiejne, bolesne kroczki. Jednak nawet ból nie zmienia faktu, że one kuszą, a ja temu kuszeniu mimo wszystko czasem ulegam...
wtorek, 10 lutego 2015
La vie est belle et vous êtes comme elle!
Życie jest piękne, a ty jesteś jak ono. Frazes ów, choć brzmiący znacznie lepiej w ustach francuskojęzycznych, jest niezwykle prawdziwy, aczkolwiek niepamiętany. Zwłaszcza przez Polaków. Francuz na pytanie "Jak się masz?" zawsze odpowie, że "Bien", bo inaczej rozmówca pomyśli, że stało się coś znacznie gorszego niż padający deszcz czy wystygnięta kawa. W Polsce natomiast, takie niewinne zapytanie wywołuje lawinę narzekań. Dlaczego? Bo marudzimy! Ciągle! Sama marudzę pisząc, że marudzimy! I choć denerwuje mnie to strasznie, nie zmienię tego pstryknięciem palca, bo od zawsze jestem Polką i to Polką marudną. Mam jednak plan, aby zmienić to moje marudne Ja i wpłynąć na innych marudnych rodaków. Jak to zrobić? Powoli, małymi kroczkami, bo nagłe zerwanie z marudzeniem, może być niebezpieczne dla zdrowia Polaka!
piątek, 2 stycznia 2015
Święta, Święta i po Nowym Roku!
Nie możemy zapomnieć o Bożym Narodzeniu. Cały wszechświat, reklama coca-coli, rozgłośnie radiowe i gigantyczne ozdoby w centrach handlowych dbają o to, aby nawet najbardziej rozkojarzone istoty pamiętały. Już na miesiąc przed. Pamiętamy więc i wpadamy w świąteczny wir przygotowań. I mimo, że "prawdziwego" Mikołaja z reklamy coca-coli już z nami nie ma, my nadal pragniemy cieszyć się Świętami jak dzieci. Starają się nam w tym pomóc centra handlowe prześcigające się w wielkości wystawianych choinek, stacje telewizyjne - powtarzając irytujące reklamy, a my prześcigamy siebie samych w łowieniu prezentów w promocyjnych cenach, które tak naprawdę kosztują więcej niż przed "promocją". W efekcie, dążąc do Świąt idealnych, stajemy się nerwowi, wydajemy ostatnie grosze na promocyjne produkty zupełnie nam niepotrzebne, a kłótnie z najbliższymi stają się nieodzownym elementem Świątecznego nastroju...
niedziela, 31 sierpnia 2014
Seryjny morderca? To nie tak jak myślisz kotku!
Kocham thrillery. Ale nie te do oglądania, bo mam na takie wątpliwe przyjemności za słabe nerwy. Lubuję się jedynie w thriller'owych czytadłach. Jest to miłość nie do końca przeze mnie samą rozumiana, aczkolwiek prawdziwa, bezinteresowna i nad wyraz trwała. Kto czasem gości w moich skromnych, blogowych progach ten już wie o mojej chorej wręcz thriller'owej fascynacji, więc po co znów wzmiankować owy temat? A po to, aby ładnie rozpocząć jakże przyjemną rozprawę o seryjnych mordercach, a dokładniej o mitach krążących na ich temat. Dlaczego mitach? A dlatego, że większość tez, hipotez i innych teorii kojarzących się nam z panem biegającym z nożem za piękną, młodą panią jest po prostu przekłamanych.
sobota, 28 czerwca 2014
Z cyklu "wiedza zupełnie niepotrzebna" - kilka psychologicznych ciekawostek!
1. Anomia pracownicza urosła już do rangi problemu społecznego. I choć brzmi ładnie, nie oznacza nic dobrego. Tym terminem określa się po prostu fakt okradania pracodawców przez ich własnych, brzydkich, niedobrych i niegrzecznych pracowników. Według badań aż 95% Polaków "wynosi" różne rzeczy z pracy.
Pamiętajcie, długopis to też rzecz!
2. Przeklinasz czasem? A zatem mniej Cię boli!
Okazuje się, że przekleństwo może być środkiem na ból. Mrucząc głośniej lub ciszej bardzo brzydkie słowa, jesteśmy w stanie wytrzymać ból fizyczny nawet dwukrotnie dłużej.
Niestety dotyczy to tylko osób nienadużywających przekleństw na co dzień...
3. Twój mężczyzna nie ma wymiarów, a zwłaszcza wzrostu Herkulesa? Nie dawaj mu więc powodów do zazdrości!
Badania wykazały, że najniżsi panowie, są najbardziej zazdrośni. Dzieje się tak, gdyż wysoki wzrost wśród panów kojarzony jest z atrakcyjnością, dominacją i sukcesem reprodukcyjnym. Natomiast jeśli chodzi o panie, wzrost nie ma tu znaczenia - panie wszystkich długości potrafią być tak samo zazdrosne.
sobota, 7 czerwca 2014
Psychologia w naszym życiu, czyli jak Kenge nie rozpoznał bawoła!
Oprócz języków w moim życiu znaczącą rólkę odgrywa również psychologia. Już jako dziecko potrafiłam godzinami okupować ławki umiejscowione w bardziej zaludnionych miejscach i podziwiać różnorodność przechadzających się tam osób. Do tej pory lubię wracać do tej "zabawy" z młodzieńczych lat i choć nie dysponuję już tak znaczną ilością wolnego czasu i dziecięcej cierpliwości, wciąż lubię poświęcać swój czas psychologicznym aktywnościom. I gdy tylko w moje ręce wpadła pozycja o tytule 40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii, od razu wiedziałam, że szybko się z nią nie rozstanę. Po lekturze książki najbardziej w pamięci utkwił mi eksperyment dotyczący spostrzegania otaczającego nas świata. Nie był to jednak typowy eksperyment psychologiczny, ponieważ, po pierwsze, nie był nawet eksperymentem - wszystko odkryto przypadkowo; a w dodatku pan, który odkrywał nie był nawet psychologiem... Tak czy inaczej badane zjawisko bezsprzecznie psychologii dotyczyło, a sam eksperyment, zapewne przez to, że eksperymentem po prostu nie był, okazał się łatwy i przyjemny dla przeciętnego czytelnika.
I w tym miejscu nadchodzi najodpowiedniejszy moment na pytanie skierowane do Was: Czy na każdym ze zdjęć poniżej widzicie Kasię? A może żuczka lub inne stworzenie niewielkich rozmiarów?
I w tym miejscu nadchodzi najodpowiedniejszy moment na pytanie skierowane do Was: Czy na każdym ze zdjęć poniżej widzicie Kasię? A może żuczka lub inne stworzenie niewielkich rozmiarów?
środa, 9 kwietnia 2014
Zabawa w gołębia i karalucha, czyli językowe igraszki!
Tak się w moim życiu jakoś fortunnie bądź nie złożyło, że poświęciłam
sporo czasu językom. I nie mówię konkretnie o takowej części ciała, ani o
naszej pięknej słowiańskiej mowie nasyconej szelestami i świstami -
moje serce i język pognały w kierunku Europy Zachodniej. Jednak
znajomość języków romańskich zburzyła mój światopogląd. Zostałam
wychowana w czasach, w których tytuł Casa Blanca oraz imię Paloma
kojarzyły się romantycznym istotom ze wspaniałą historią miłosną pełną
namiętności i sprzeczności, a co druga osoba pląsała pod prysznicem
nucąc jakże znany refren La cucaracha, la cucaracha. W związku z tym, gdy poznałam znaczenie tych słów o mało nie utonęłam w morzu łez rozpaczy. Dlaczego? Bo Casa Blanca brzmiąca jak niespełniona obietnica, to po prostu Biały Dom; Paloma, będąca w naszych oczach uosobieniem gorącej namiętności i kobiecości, to nic innego jak gołąb, a rytmiczne La cucaracha to zwyczajnie paskudny... karaluch!
I jak tu nie stracić sensu istnienia?! Zresztą nie tylko Paloma kryje w
sobie (w tym przypadku skrzydlatą!) tajemnicę. Inne kultowe imiona
rodem z brazylijskich telenoweli nie zostają daleko w tyle, choć trzeba
przyznać, że w naszym języku prezentują się zdecydowanie urokliwiej niż
pospolity gołąb. I tak np. niewidoma Esmeralda, była szmaragdem; zbuntowana Milagros stanowiła cud(y); a Esperanzę wypełniała nadzieja. Podobnie jest z nazwami czyhającymi na nas w życiu codziennym. Dla fanów bananów może być zaskoczeniem, że pożerają dziewczynki czyli Chiquity, a dla zakupoholików fakt, że robią zakupy w dziwnych tak naprawdę miejscach, bowiem Carrefour okazuje się być skrzyżowaniem, Camaïeu oznacza obraz namalowany różnymi odcieniami tego samego koloru a Auchan
nie jest wcale słowikiem ani innym ptakiem, na co mógłby wskazywać
skrzydlaty przyjaciel widniejący w logo sklepu, bo Auchan nie znaczy
akurat zupełnie nic! Ale co poradzić? C'est la vie!
sobota, 5 kwietnia 2014
Niesportowy człowiek nieco o sporcie!
Ogólnie rzecz biorąc sportsmenka ze mnie żadna. Zasapuję się wchodząc na trzecie piętro (ba! nawet parter!) a każde postanowienie regularnego ćwiczenia kończy się zanim zacznę ćwiczyć, bo męczę się nawet szukając odpowiedniego zestawu ćwiczeń! Ale ostatnimi czasy postanowiłam to zmienić! Wyciągnęłam roleksy z szafy, dokładnie rzecz biorąc z szafy mojej siostry i ruszyłam na poszukiwanie tras odpowiednich dla niewprawionego rolkowca. Swoją drogą, wędrując przez miasto we wzorzystych leginsach, w za dużej bluzie chłopaka oraz dzierżąc w dłoniach rolki, człowiek wygląda na tyle ciekawie, że nawiązuje nowe znajomości. Wiedzieliście o tym? Wracając do tematu, kiedy wreszcie znalazłam odpowiednie miejsce i przywdziałam (nie)moje czterokołowce stwierdziłam, że... się zmęczyłam! Pojeździłam jednak dzielnie, przemierzając niezliczone metry parkowej przestrzeni i przypomniałam sobie dlaczego za dzieciaka tak bardzo lubiłam ten sport! Wolność, swoboda, wiatr we włosach i pracujące mięśnie! Czego chcieć więcej?! 40 minut dziennie, dwa razy w tygodniu i Waszych nóg i pośladków pozazdrości Wam nawet Shakira! Powodzenia Wam i sobie życzę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













