niedziela, 15 lutego 2015

Ołówkowa sukienka!


     Ołówek kojarzy mi się z bogatym, pełnym pomysłów szkicownikiem artysty, ale ołówkowa spódnica jedynie ze sztampową, białą bluzką. Może to i niesprawiedliwe skojarzenie, aczkolwiek zakorzeniło się w mojej głowie na tyle mocno, że nie pałam zbyt dużą miłością do takich właśnie spódnic. No bo za co lubić kieckę krępującą każdy krok, z której co chwilę wysuwa się bluzka? I choć to typowo kobiece wdzianko, podkreślające nasze kształty (i niedoskonałości!) ja i ona nie tworzymy zgodnego duetu. Kompromisem okazała się być ołówkowa sukienka. Nie urzekła mnie od razu, ponieważ nie poruszam się w niej z większą gracją i łatwością, ale eliminuje ona chociaż problem niesfornej koszuli. Ostatecznie, sukienka wygrywa ze spódnicą jeden do zera, a ja, choć dalej nieprzekonana do tego typu krojów i fasonów, dosłownie małymi kroczkami przyzwyczajam się do chodu gejszy. I choć sukienka nie grzeszy oryginalnością, pamiętajmy, że pracująca ze mnie pani. Mogę pozwolić sobie jedynie na odrobinę koloru, ale to i tak duże szaleństwo jak na moją skromną, biurokratyczną osobę. Tak czy siak, ołówki w dłoń i piszcie, jak Wy odnosicie się do ołówkowych kreacji?

wtorek, 10 lutego 2015

La vie est belle et vous êtes comme elle!




     Życie jest piękne, a ty jesteś jak ono. Frazes ów, choć brzmiący znacznie lepiej w ustach francuskojęzycznych, jest niezwykle prawdziwy, aczkolwiek niepamiętany. Zwłaszcza przez Polaków. Francuz na pytanie "Jak się masz?" zawsze odpowie, że "Bien", bo inaczej rozmówca pomyśli, że stało się coś znacznie gorszego niż padający deszcz czy wystygnięta kawa. W Polsce natomiast, takie niewinne zapytanie wywołuje lawinę narzekań. Dlaczego? Bo marudzimy! Ciągle! Sama marudzę pisząc, że marudzimy! I choć denerwuje mnie to strasznie, nie zmienię tego pstryknięciem palca, bo od zawsze jestem Polką i to Polką marudną. Mam jednak plan, aby zmienić to moje marudne Ja i wpłynąć na innych marudnych rodaków. Jak to zrobić? Powoli, małymi kroczkami, bo nagłe zerwanie z marudzeniem, może być niebezpieczne dla zdrowia Polaka!

sobota, 17 stycznia 2015

Catwoman!


     Nie lubię kotów. Nigdy nie byłam fanką kobiety-kota, na widok Klakiera uciekałam szybciej niż Smerfy i z całego serca kibicowałam Jerry'emu, choć to Tom zazwyczaj był pokrzywdzony. Tolerowałam jedynie Łebskiego Harrego a obecnie, patrzę przychylnie tylko na kocie motywy. Mam tapetę z kotem i kota na punkcie ciuchów w koty. Pensjonarska sukienka z kołnierzykiem natychmiast więc podbiła moje serce. I choć waham się czy przypominam w niej bardziej uczennicę ze szkoły katolickiej, czy też starą pannę będącą fanatyczką kotów, to i tak z kotów nie zrezygnuję. MIAUam chęć znaleźć się w kocim świecie, więc się w nim znalazłam a teraz zapraszam i Was. I nawet jeśli chadzacie tylko własnymi drogami skręćcie do mnie i kotów, bo nikt na Was 9 żyć czekać nie będzie! o!

wtorek, 6 stycznia 2015

Lśnić w Sylwestra?


     Chciałam lśnić. Tę jedną noc chciałam lśnić w objęciach cekinów, brokatu i innych sylwestrowych tworów. Na tym w końcu polega magia tej wyjątkowej nocy. Lśnienie okazuje się jednak być bardzo kosztowną przyjemnością. Na samą myśl o wydaniu dwustu, w pocie czoła zarobionych złotówek, na jedno tylko nocne świecidełko, moja ręka odmawiała posłuszeństwa i nie chciała sięgać do portfela. Jestem zbyt praktyczna nawet jeśli chodzi o Sylwestrowe szaleństwo, dlatego znów zwyciężyły rozwaga i prostota. I choć prostota to piankowa i plisowana, nie świeciłam w niej niczym fajerwerk. Choć odrobinę blasku dodały jej pokaźnych rozmiarów naszyjnik i samoobronna kopertówka i tak nie byłam gwiazdą wieczoru. Tylko, że wcale mi to nie przeszkadza. Szara, skromna, niebłyszcząca sukienka zostanie ze mną na długo. I nawet jeśli nie lśniłam przez jedną noc, będę szara przy kilku innych wyjątkowych, jak i codziennych okazjach. Niech żyją wielozadaniowe sukienki! I dzięki Ci za ten mój praktyczny rozumek!

piątek, 2 stycznia 2015

Święta, Święta i po Nowym Roku!

 
     Nie możemy zapomnieć o Bożym Narodzeniu. Cały wszechświat, reklama coca-coli, rozgłośnie radiowe i gigantyczne ozdoby w centrach handlowych dbają o to, aby nawet najbardziej rozkojarzone istoty pamiętały. Już na miesiąc przed. Pamiętamy więc i wpadamy w świąteczny wir przygotowań. I mimo, że "prawdziwego" Mikołaja z reklamy coca-coli już z nami nie ma, my nadal pragniemy cieszyć się Świętami jak dzieci. Starają się nam w tym pomóc centra handlowe prześcigające się w wielkości wystawianych choinek, stacje telewizyjne - powtarzając irytujące reklamy, a my prześcigamy siebie samych w łowieniu prezentów w promocyjnych cenach, które tak naprawdę kosztują więcej niż przed "promocją". W efekcie, dążąc do Świąt idealnych, stajemy się nerwowi, wydajemy ostatnie grosze na promocyjne produkty zupełnie nam niepotrzebne, a kłótnie z najbliższymi stają się nieodzownym elementem Świątecznego nastroju... 

niedziela, 7 grudnia 2014

Różowe wino!

  
     Przez większą część mojego życia, po otwarciu szafy, znikałam w świecie czerni, bieli i ewentualnie wszelakich odcieniach szarości. Dopiero niedawno, do mojej garderoby wkradło się trochę koloru. Biel i czerń oczywiście pozostały, ale ten szary światek rozjaśnia teraz zieleń, błękit, pomarańcz a nawet róż! Intensywny róż! Moje Ja nigdy nie współgrało z kolorami, ale ostatnio moja "szalona" natura popuściła wodze fantazji i zaopatrzyła się w kolory, które dojrzewały w mojej szafie. Dojrzałam więc i ja do ich przywdziewania i co więcej poczułam się smakowita, niczym dobre wino. Dobre, dojrzałe, różowe wino, koniecznie musujące! Puszczając więc bąbelki nosem, zastanawiam się czy całe to barwne zamieszanie nie wynika z faktu, że istoty kolorowe postrzegane są jako bardziej szczęśliwe i otwarte na świat, niż smutasy opatulone czarnymi płaszczami. Ile w tym prawdy, ja nie wiem i choć z czarnego płaszcza rezygnować nie mam zamiaru, to może moja podświadomość sięga po kolory, aby wprowadzić do mojej szafy więcej szczęścia, czy też to szczęście bardziej otwarcie manifestować... I nawet jeśli ta teoria jest kompletnie sensu pozbawiona, ja uwierzyłam w kolory, a różowe wino smakuje mi jak nigdy wcześniej ¡Salud!

niedziela, 23 listopada 2014

Śnieżnobiała, niewinna mała!

 
     Czy biała koszula musi być nudna? Nie musi, ale często jest. I choć kojarzy się głównie z okupionymi męką egzaminami, bezowocnymi, okraszonymi łzami rozmowami kwalifikacyjnymi, a wreszcie i nawet długimi, mozolnymi posiedzeniami w pracy, to przecież tylko biała, niewinna koszula. Nie musi więc wcale kojarzyć się negatywnie. Co więcej, przy niewielkim nakładzie energii może stać się niezastąpionym składnikiem wielu zestawów idealnych na każdą okazję. I choć każdy te głoszone przeze mnie mądrości zna, ja wciąż i każdego dnia z uwielbieniem wręcz podziwiam metamorfozy, jakie potrafi przechodzić to śnieżne maleństwo. Oczywiście bez szaleństw, bo ja zdecydowanie fanką ekstrawaganckich kombinacji nie jestem i nawet Ona tego nie zmieni. Jestem przede wszystkim panią pracującą i szaleństwo nie chodzi tu w grę, ale na szczęście szaleństwo od nudy dzieli jeszcze kilka kroków. A jak Wy najczęściej nosicie swoje białe koszule?

sobota, 15 listopada 2014

"Zaopiekuj się mną" Dorothy Koomson!


5/5 świetna!

     Już po pierwszych kilkudziesięciu zdaniach, które pozwoliły mi wkroczyć w świat Kamryn i Adel zderzyłam się z dość przeciętnym schematem kobiety zdradzającej najlepszą przyjaciółkę z facetem tej ostatniej. Byłam więc prawie pewna, że nie zostanę zaskoczona, oczarowana ani nawet zadowolona z lektury. Myliłam się jednak. Okrutnie. Ale takie pomyłki moje nadwyrężone ego potrafi znieść z całkiem dużą dozą przyjemności. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że w taki sposób naprawdę mylić się lubię.

     Kamryn i Adel łączy wyjątkowa przyjaźń, a wszystko zmienia jedna niewłaściwa decyzja. Zdradę ciężko wybaczyć, ale zdrada dwóch najbliższych osób nadweręża, a nawet łamie uporządkowany, bezpieczny świat. Kamryn stara się więc zacząć życie od nowa, całkowicie zrywając z przeszłością. Pewnego jednak dnia dostaje list od dawnej przyjaciółki. Adele, śmiertelnie chora, błaga o opiekę nad swoją córeczką. Dla zdradzonej kobiety, która nigdy nie chciała być matką, to najtrudniejsza decyzja w życiu. Tym bardziej, że dziewczynka jest owocem miłości dwóch osób, z których zdradą wciąż się nie pogodziła...

piątek, 7 listopada 2014

Męski pierwiastek!


     Zawsze podziwiałam mężczyzn. Ich zdecydowanie, stanowczość, koncentracje na jednej tylko czynności i niedbałość o szczegóły... To, że rzadko słuchają o co się ich prosi, że często z ich ust padają bezzasadne słowa "Przecież mi tego nie mówiłaś" i, że ich myśli bywają irytująco monotematyczne. Najbardziej jednak podziwiam w nich umiejętność szybkiego szykowania się. Pięć minut w łazience, ta sama koszulka i już zgłaszają gotowość do podboju świata. Nie muszą nawet używać grzebienia! Właśnie tej szybkości zazdroszczę płci męskiej najbardziej. Bez złośliwości. I choć wcale nie chcę w mężczyznę się przemienić, to zawsze mogę do niego spróbować się upodobnić. Postanowiłam więc zacząć od głowy. Dokładniej od czapki. Zakupiona w dziale dla panów nie dodała mi jednak zbyt dużo męskiej szybkości, choć pozwoliła zaoszczędzić czas na układaniu fryzury. Eksperyment się udał, ale wynik porażający nie był. I mimo, że z czapki zrezygnować nie mam zamiaru, postanawiam ostatecznie w pełni pozostać kobietą. Z kobiecą głową, kobiecymi zachciankami i kobiecym podejściem do życia. Bo życie z mężczyznami jest dużo ciekawsze, gdy patrzymy na nie z damskiej perspektywy.

sobota, 1 listopada 2014

"Syn" Jo Nesbo - miało być tak smakowicie...

 


3/5 dobra

     Bombardowana zewsząd nazwiskiem Jo Nesbo pobiegłam w podskokach zakupić jego dzieło. Zaopatrzyłam się w Syna z uśmiechem na twarzy i z jeszcze większym przejęciem zagłębiłam się w lekturę. Z każdą stroną mój klauni uśmiech malał, upodabniając mnie coraz bardziej do przeciętnego człowieka, a książka, w której pokładam nieograniczone pokłady nadziei, przemieniała się coraz bardziej w przeciętny thriller. Moje wygórowane oczekiwania sprawiły, że spadłam z hukiem, boleśnie zderzając się z dobrą, acz nie rewelacyjną książką. Skąd tak duże rozczarowanie? Zastanówmy się...