sobota, 9 sierpnia 2014

O Emily Giffin - kobiecie, która potrafi zadowolić kobiety!


5/5 świetna!

    Krótki urlopowy wyjazd oraz późniejszy brak internetu połączył się z pożeraniem słowa pisanego. I o dziwo, nie pochłaniałam tylko thriller'ów! Miałam przyjemność wdać się w romans. Wyobraźcie sobie żar lejący się z błękitnego, bezchmurnego nieba, złociste Słońce, gorący koc na piaszczystej plaży - idealny klimat na takie spotkania. I choć w rzeczywistości słońce często kryło się za denerwująco obszernymi chmurami, piasek wprost spod dziecięcych stópek niezmordowanie wdzierał się w każdy otwór ciała, a romans nie był do końca romansem, a raczej kobiecą przygodą - my trwałyśmy nierozerwanie razem. Tak -ałyśmy, ponieważ ja i Emily Giffin zrozumiałyśmy się idealnie. Ona doskonale wiedziała czego ja potrzebuję, a i ja czytałam z niej, jak z otwartej książki. "Pewnego dnia", właśnie tak zaczęła się nasza przygoda...

piątek, 25 lipca 2014

Naoczna sukienka!

     

     Lubię podglądać ludzi. Dokładniej ilustrując postać rzeczy - lubię obserwować innych niezauważona. Nie chodzi jednak o to, że oddaję się pasjami podglądaniu z ukrycia sąsiadów, fachowo zaopatrzona w specjalistyczny sprzęt, a po prostu lubię podziwiać ludzką oryginalność. Problem polega jednak na tym, że ja zdecydowanie preferuję pozostać niezauważona i zbytnio nie rzucać się w oczy. Naoczna sukienka jest jednak całkowitym zaprzeczeniem tego, o czym przed chwilą wspomniałam. Duża ilość oczu nie pozwala mi dokładniej widzieć innych, natomiast sama zdecydowanie łatwiej wpadam w niej w oko. Jak się z tym czuję? O dziwo nad wyraz komfortowo, ponieważ sukienka po prostu urzeka swoją oryginalnością i sama czuję się w niej wyjątkowo. Na tyle wyjątkowo, że nie peszą mnie jak zwykle spojrzenia innych. Mogę nawet zabrnąć nieco dalej i pokusić się o stwierdzenie,  że kroczę w niej dumnie przybrana w niezliczone pary oczu, pod ostrzałem innych oczu, a z moich oczu, na pierwszy rzut oka, można wyczytać, że czuję się z tym bardzo dobrze! O!


wtorek, 15 lipca 2014

Niepoprawna i romantyczna!



    Jestem romantyczką. Niepoprawną. Niepoprawność owa przejawia się niepospolitą płaczliwością oraz umiłowaniem do nic niewnoszących i niemożliwie ckliwych romansów. Niepoprawnie lokuję swoje głębokie acz krótkotrwałe uczucia w bohaterach literackich bądź filmowych, a im ów bohater bardziej tajemniczy i nieokiełznany, tym głębsze są moje romantyczne uniesienia. Niepoprawnie często wzdycham więc do wampirów, krasnoludów, lordów a nawet i zwykłych mężczyzn. Wszystko to jednak najchętniej czynię w długiej, romantycznej spódnicy. Pewnie nie każdemu długa kiecka kojarzy się właśnie z miłością bądź jakimkolwiek innym uczuciem, ale dla mnie to właśnie romantyzm w czystej postaci. Przecież wszystkie romantyczne bohaterki zakochiwały się nieszczęśliwie właśnie w takich długich sukniach! Co prawda ja już w planach zakochiwać się nie mam, ale zamiłowanie do długich sukienek i spódnic pozostało. Jak wspominałam już przy okazji poprzedniego romantycznego objawienia (romantyczny post tutaj) nie szczycę się lordowskim wzrostem i z racji tego, że zdecydowanie bliżej mi w tej kwestii do krasnoluda cierpię na chroniczną niemoc dobrania spódnicy maxi odpowiedniej długości. Tym razem nie było jednak problemu. Sprawę dosłownie wzięła w swoje ręce moja mama i stworzyła romantycznie niepoprawne dzieło. Wierzę, że w tej spódnicy nie oparłby mi się nawet wampir, ale tak, wiem - ostrożnie z życzeniami!


niedziela, 6 lipca 2014

Wielki powrót nie po latach!




           Tak wiem, to już było. Ale cóż ja poradzę, że jestem tak nierozważna, a romantyczna i bardzo przywiązuję się do ludzi, miejsc oraz butów i torebek? Nie ma na to nieszkodzącego wątrobie lekarstwa, więc trwam w moim nieuleczalnym uzależnieniu, ale za to szczęśliwa, w wygodnych butach i ze słodką torebką. Słodką dosłownie, bo choć nie próbowałam jej konsumować, taki róż kojarzy mi się nierozerwalnie z watą cukrową. Różowa towarzyszka osładza wszystko co na siebie włożę, więc niby jak miałabym się z nią na dłużej rozstawać? Zresztą przekładanie tony rzeczy z jednej pojemnej torby do drugiej jest tak pracochłonne i problematyczne, że aby nie czynić sobie dużego problemu, po prostu nie posiadam wielu torebek. Jestem praktyczna i oszczędna! Ideał kobiety! I choć ta ostatnia konstatacja wcale prawdą nie jest, stanowczo ogłaszam, że ona-torebka i one-sandałki będą towarzyszyły mi przez większą część lata. Uprzedzę więc Wasze myśli i komentarze - "Tak, to znowu oni. Różowi i piękni. I ukażą się Waszym oczom jeszcze nie jeden raz!". Patrzcie i słodźcie się! Na zdrowie!

sobota, 28 czerwca 2014

Z cyklu "wiedza zupełnie niepotrzebna" - kilka psychologicznych ciekawostek!



1. Anomia pracownicza urosła już do rangi problemu społecznego. I choć brzmi ładnie, nie oznacza nic dobrego. Tym terminem określa się po prostu fakt okradania pracodawców przez ich własnych, brzydkich, niedobrych i niegrzecznych pracowników. Według badań aż 95% Polaków "wynosi" różne rzeczy z pracy. 
Pamiętajcie, długopis to też rzecz!

2. Przeklinasz czasem? A zatem mniej Cię boli!
Okazuje się, że przekleństwo może być środkiem na ból. Mrucząc głośniej lub ciszej bardzo brzydkie słowa, jesteśmy w stanie wytrzymać ból fizyczny nawet dwukrotnie dłużej.
Niestety dotyczy to tylko osób nienadużywających przekleństw na co dzień...

3. Twój mężczyzna nie ma wymiarów, a zwłaszcza wzrostu Herkulesa? Nie dawaj mu więc powodów do zazdrości!
Badania wykazały, że najniżsi panowie, są najbardziej zazdrośni. Dzieje się tak, gdyż wysoki wzrost wśród panów kojarzony jest z atrakcyjnością, dominacją i sukcesem reprodukcyjnym. Natomiast jeśli chodzi o panie, wzrost nie ma tu znaczenia - panie wszystkich długości potrafią być tak samo zazdrosne.


sobota, 7 czerwca 2014

Psychologia w naszym życiu, czyli jak Kenge nie rozpoznał bawoła!

    Oprócz języków w moim życiu znaczącą rólkę odgrywa również psychologia. Już jako dziecko potrafiłam godzinami okupować ławki umiejscowione w bardziej zaludnionych miejscach i podziwiać różnorodność przechadzających się tam osób. Do tej pory lubię wracać do tej "zabawy" z młodzieńczych lat i choć nie dysponuję już tak znaczną ilością wolnego czasu i dziecięcej cierpliwości, wciąż lubię poświęcać swój czas psychologicznym aktywnościom. I gdy tylko w moje ręce wpadła pozycja o tytule 40 prac badawczych, które zmieniły oblicze psychologii, od razu wiedziałam, że szybko się z nią nie rozstanę. Po lekturze książki najbardziej w pamięci utkwił mi eksperyment dotyczący spostrzegania otaczającego nas świata. Nie był to jednak typowy eksperyment psychologiczny, ponieważ, po pierwsze, nie był nawet eksperymentem - wszystko odkryto przypadkowo; a w dodatku pan, który odkrywał nie był nawet psychologiem... Tak czy inaczej badane zjawisko bezsprzecznie psychologii dotyczyło, a sam eksperyment, zapewne przez to, że eksperymentem po prostu nie był, okazał się łatwy i przyjemny dla przeciętnego czytelnika.

    I w tym miejscu nadchodzi najodpowiedniejszy moment na pytanie skierowane do Was: Czy na każdym ze zdjęć poniżej widzicie Kasię? A może żuczka lub inne stworzenie niewielkich rozmiarów? 


czwartek, 8 maja 2014

Pięćdziesiąt twarzy Greya i jedna moja, nieco zdumiona mina!


2/5 słaba
 
"Romantyczna, zabawna, 
głęboko poruszająca
i całkowicie uzależniająca powieść
pełna erotycznego napięcia!"


     Długo gwałciłam szare komórki, zastanawiając się jak opisać moje własne literackie doznania dotyczące Jaśnie Pana Greya, nie zdradzając jednocześnie pikantnych szczegółów, niewinnie czających się na nieświadome czytelniczki. Nie znalazłam niestety złotego środka - niemożliwością jest przedstawienie tego co mam do powiedzenia, nie muskając, choćby najdelikatniej, tematu poczynań niegrzecznego Christiana. Do lektury najlepiej podejść bez emocjonalnego angażu, bo w tym przypadku tak właśnie rodzi się największa przyjemność. Czytelniczka musi dać się zaskoczyć, aby następnie ulec urokowi głównego bohatera.